"Jutro będziemy szczęśliwi" to remake z meksykańskiego mega-hitu "Instructions not Included". Oryginał w Polsce obejrzało zapewne niewielu widzów, ale francuska wersja z Omarem Sy w roli głównej ma większe szanse na to, by trafić do szerszej publiczności. Więcej na: https://spokeo.pl/

Samuel (Omar Sy), to lokalny król. Zajmuje się wypożyczaniem jachtów i organizowaniem imprez na plaży. Czy można prosić o więcej słońca, plaży i seksownych dziewczyn? Wyobraźcie sobie jego zdziwienie, kiedy budzi się i znajduje starego przyjaciela trzymającego w ramionach małą dziewczynkę. Następnie ogłasza, że Samuel jest teraz ojcem i zabiera dziecko ze sobą jako pasażera na przejażdżkę samochodem.

Szok, niedowierzanie, dramat. Jak to się stało? Przecież podjął środki ostrożności. Dziecko nie było jego. Młody człowiek wyrusza w podróż do Wielkiej Brytanii, aby odnaleźć matkę, która nie jest jego. Tam poznaje Antoine'a Bertranda, francuskiego producenta filmowego, geja, spotyka deszcz, rozczarowanie i męskiego kaskadera. Osiem lat później, sielanka powróciła i widzimy dojrzałą i pełną miłości relację ojca (Gloria Colston) z córką. Jedynym problemem jest to, że dziewczynka tęskni za matką.

Zobacz więcej: Jutro będziemy szczęśliwi

Film Hugo Gelina ma bardzo przewidywalną fabułę. Nawet najbardziej dramatyczne zwroty akcji odkrywane są dopiero w ostatniej chwili. Całość nie zapada zbytnio w pamięć. Mamy do czynienia z produkcją, która składa się z dobrze znanych i gotowych klocków. Młody mężczyzna staje się nagle wspaniałym ojcem - JEST. Cudowne życie z piękną córką zostaje przerwane - JEST. Przyjaciel gej jest napisany w najbardziej stereotypowy sposób z możliwych - JEST.

Gwiazdą filmu jest Omar Sy, ale ten urodzony w 1978 roku aktor nie ma się czym chwalić. To kolejna rola Omara Sy, prostego chłopaka, który odnajduje radość w małych rzeczach. Jest narratorem lekkoduchem, który za maską twardziela ukrywa swoją dobrą naturę. Nuda! To jest nudne! To smutne, że Sy, mimo roli w "Nietykalnych", często postrzegany jest jako maskotka do pośmiania się. Zmienił to na szczęście film "Chocolat", który dał Omarowi Sy trochę materiału. Roschda Zema dała mu możliwość bycia kimś. Tutaj musi po prostu błaznować.

film

"Jutro będziemy szczęśliwi" w dodatku wygląda jak zbiór nieśmiesznych, słabych i nieudanych żartów. Humor sytuacyjny to humor sytuacyjny, przez większość czasu się sprawdza, ale reszta jest gorsza. Ile razy można nabijać się z geja, który patrzy na wszystkich atrakcyjnych mężczyzn jak na kąski? Jest to też film bardzo naiwny. Trudno mi uwierzyć, że Gloria, ośmioletnia inteligentna dziewczynka, wierzy we wszystkie opowieści swojego ojca. Rozumiem jednak ten wątek i jakoś wpisuje się on w ogólną konwencję.

Innym problemem jest nadmiar fabuł w filmie, zwłaszcza w ostatniej części. Konflikt między matką a ojcem nie jest dobrze zbadany i wydaje się wręcz wymuszony. Miało być dramatycznie, a wyszło płytko, bez wyrazu i nieskutecznie. Szantaż emocjonalny twórców sprawia, że ostatni akt filmu staje się wyciskaczem łez i psuje odbiór.

Nie można jednak zapomnieć, że "Jutro będziemy szczęśliwi" bawi i cieszy. Omar Sy i Gloria Colston mają świetną chemię. Gdyby reżyser więcej uwagi poświęcił procesowi stawania się ojcem, mogłoby być naprawdę przyjemnie.

"Jutro będziemy szczęśliwi" to film, który uważam za bardzo problematyczny. To nie jest dobry film, ale produkcja, która go udaje. Ten film od początku jest oszustwem i próbą doprowadzenia widzów do płaczu. Wszystko byłoby w porządku, gdyby emocje przychodziły naturalnie przy małych bodźcach, a nie przy dużych szpilkach wbijających je w nasze emocje. Trochę to zbyt tanie.

Więcej na: https://spokeo.pl/film/